Exit

Widział ją na pewno każdy kto choć raz jechał autem z Wrocławia w Karkonosze. Wznosi się dumnie po lewej stronie, gdy zjedziemy z A4 w Kostomłotach i krajową „piątką” jedziemy na Jelenią Górę. Właściwie jest doskonale widoczna z każdego miejsca autostrady na terenie gminy Kostomłoty i Katy Wrocławskie. Przez długi czas towarzyszy też kierowcom po zjeździe z autostrady, gdy jadą w kierunku Strzegomia.

Pyszczyńska Góra jest najwyższym wzniesieniem Wzgórz Imbramowickich, czyli północnej części Równiny Świdnickiej – mezoregionu pomiędzy Ślężą, Wzgórzami Strzegomskimi, a, leżącym wzdłuż Sudeckiego Uskoku Brzeżnego, Obniżeniem Podsudeckim.

Nie należy do żadnej koron górskich, a jej zdobycie nie pomaga w zdobyciu żadnych odznak. Nie posiada też infrastruktury, a pisząc „infrastruktury” mam na myśli jakiekolwiek obiekty bądź ułatwienia na szlaku.
Zaraz, zaraz, na jakim szlaku? Na Pyszczyńską Górę nie poprowadzono przecież żadnego szlaku. Można za to nań się wspiąć podążając szeroką aleją prowadzącą z centrum wsi.

Ledwo weszliśmy do lasu, a już 1/3 drogi za nami!

Po co w ogóle zdobywać Pyszczyńską Górę? Z jakiego powodu miałby na nią wchodzić ktoś poza mieszkańcami leżących jej u podnóża: Pyszczyna, Marcinowiczek i Imbramowic, którzy całą wycieczkę mogą spokojnie odbyć w trakcie Teleexpresu. I jeszcze im zostanie prawie minuta!

Odpowiedź jest banalnie prosta: Bo tak! Bo można! Bo to klimatyczne miejsce. Bo czasem dysponujemy niewielką ilością czasu, którą chcemy spożytkować na spacer w lesie. Bo wrocławskie parki dawno przestały nam wystarczać. Pyszczyńska Góra jest idealną propozycją m.in. dla rodzin z małymi dziećmi, dla których żółty szlak z Tąpadły na Ślężę wciąż jeszcze stanowi wyzwanie, a spacer w dzikim tłumie po prostu nuży.

Pyszczyńska Góra ma wszystko co każda szanująca się góra mieć powinna: kawał porządnego lasu, jakąś osobliwość przyrody nieożywionej, element antropogeniczny w postaci tajemniczych ruin oraz punkt widokowy z rozległą panoramą. I to wszystko w zasięgu kilkunastominutowego spaceru!

Górę porasta las mieszany

Las, jaki możemy spotkać na stokach Pyszczyńskiej jest mieszany. W jego składzie znajdziemy buki, dęby i jawory, lecz nie brakuje też gatunków iglastych: sosen i świerków. Podszycie lasu jest dość skąpe – las jest świetlisty, więc nie sposób się w nim zgubić. Jest to tym trudniejsze, że szczyt góry przecina w zasadzie jedna, szeroka, dobrze widoczna ścieżka. Poza tym całkowita długość tych leśnych ostępów, liczona od północno-zachodniego wejścia do lasu do wschodniego końca to jakieś 1200 metrów. Pyszczyńska Góra z pewnością nie jest dla fanów bezkresnych puszcz i borów. Ale wszystkich innych na pewno zauroczy.

Osobliwością Pyszczyńskiej Góry są z całą pewnością połacie konwalii.

Po 300 metrach od wejścia do lasu przy samej ścieżce wyrasta sporej wielkości wysokości skałka zbudowana ze zwietrzałych łupków zieleńcowych. Są to utwory staropaleozoiczne, ich wiek szacuje się na przeszło 400 milionów lat. Nazwa zieleńców pochodzi od głównego ich budulca, chlorytu, który ma zielonkawe zabarwienie (z łac. chloros = jasnozielony).

Pod charakterystycznym przewieszeniem skały zlokalizowano punkt odpoczynku w postaci prowizorycznego paleniska i kilku drewnianych ławek.

Palenisko pod skałą i wejście do pieca wapienniczego

Do skały przylega ruina wapiennika, który jednak od strony ścieżki, dzięki łukowatemu wejściu, przywodzi na myśl ruiny jakiegoś średniowiecznego zamczyska.
Po przejściu kilku kroków odsłania się nam charakterystyczna sylwetka pieca wapienniczego, w którym wypalano skały w celu uzyskania z nich wapna palonego czyli zaprawy murarskiej. Wapiennik oczywiście zbudowany jest z lokalnego budulca czyli łupków zieleńcowych.

Jego obecność dowodzi obecności złóż wapienia, które faktycznie, w podtaci soczew wapiennych występują w łupkach. Piec zbudowano najprawdopodobniej w drugiej połowie XIX wieku do obsługi wyrobisk, których w okolicy szczytu było przynajmniej kilka. Zbudowano go w bezpośredniej bliskości skałki aby ułatwić sobie wsypywanie urobku do szybu pieca. Ten wsypywany był o pieca przez ceglany komin, który niestety nie przetrwał do naszych czasów.

Nie wiadomo dokładnie kiedy zaniechano wypalania wapna na szczycie Pyszczyńskiej Góry, ale raczej miało to miejsce przed 1945 rokiem. Późniejsi mieszkańcy nazywali piec „bunkrem”.

I na koniec najciekawsze! Panorama w kierunku południowym z polany podszczytowej! Niewiele jest takich miejsc na Przedgórzu, z których jednocześnie można zobaczyć co najmniej 6 szczytów z Korony Gór Polski! Z Pyszczyńskiej Góry doskonale widać Ślężę, Wielką Sowę, Borową, Waligórę, a nawet Skalnik i Śnieżkę! A prócz nich także Chełmiec, Trójgarb i wiele innych.

więcej panoram


Powiecie – po co nam Pyszczyńska Góra skoro mamy Ślężę, a z niej też super widać.

Cóż… ze Ślęży faktycznie są super widoki, ale nie widać czegoś bardzo istotnego. A mianowicie: samej Ślęży! To z niepozornej, bo prawie trzykrotnie niższej, Pyszczyńskiej Góry rozciąga się piękna Panorama Sudetów! W dodatku aby ją zobaczyć nie trzeba wcale wdrapywać się na niewygodną wieżę. Z południowej polany pod szczytem Pyszczyńskiej Góry możemy napawać się widokiem leżąc sobie na trawie. A tego na Ślęży nie doświadczycie ;]

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close
Go top