Exit

Kwarantanna spowodowana koronawirusem trwa już bez mała cztery tygodnie, a zakaz podróżowania zaczyna przeszkadzać nawet tym, którzy dotychczas raczej oszczędnie korzystali z tej formy spędzania wolnego czasu. Zamknięci w domach spędzamy te dni planując wędrówki, które zrealizujemy „gdy tylko epidemia się skończy”.

Wielu z nas wykorzystuje kwarantannę bardzo kreatywnie, np. tworząc humorystyczne dzieła, które pozwalają innym przetrwać dni izolacji. W Internecie furorę robi filmik Phillipa Kleina, który w domowych warunkach nagrał jak wspina się na szczyt zrobiony z białego prześcieradła, a potem zjeżdża z niego na nartach.

Ciekawą inicjatywą wykazał się także wrocławski grafik Jakub Kamiński, który na swoim Facebooku opublikował taki oto plakat:

autor: Jakub Kamiński

Grafika przedstawia szlakowskaz osadzony na postawionej na sztorc domowej miotle z trzema tabliczkami – strzałkami z oznaczonymi kolorami szlaków, nazwanymi kierunkami i oczywiście czasami przejść :-]. Wygląda jakby to było żywcem wyjęte z jednej z tatrzańskich dolin i dopiero bliższe spojrzenie pozwala zrozumieć zastosowany zabieg artysty. Oferowane kierunki to: Duży Pokój, Kuchnia oraz Dolina Pięciu Foteli! Cóż za dowcipny pomysł, a jednocześnie głęboka i prawdziwa alegoria sytuacji piechurów, którzy – zamknięci w czterech ścianach – pokonują te „szlaki” kilka razy dziennie… Niestety tylko te.

I planują. A im dłużej trwa przymusowa izolacja, tym lista wymarzonych celów się wydłuża, bo – inspirowani przez znajomych z Fejsa – dopisujemy do listy coraz to nowe miejsca. Oczywiście nie ma w tym nic złego. Pod warunkiem jednak, że do tematu podejdziemy na chłodno i z odpowiednim dystansem. I nie rzucimy się w tym planowaniu na zbyt głęboką wodę. Czyli za cele naszych pierwszych po kwarantannie wycieczek obierzemy miejsca dobrze nam znane lub których nazwy będą nam szczególnie bliskie. I będą nam się kojarzyć z czymś dobrze znanym.

Spojrzałem na mapę i wybrałem dla Was kilka nazw. Pokój, Łazienki czy Kuchnia, ale też Kredens, Fotel i Regał to miejsca, które powinniśmy odwiedzić w pierwszej kolejności!

Fotel

A właściwie Fotel Pradziada lub Tron Liczyrzepy. Góry Stołowe.

Górująca nad wierzchowiną Szczelińca Wielkiego skałka o wysokości 12 metrów z zamontowanym na czubku tarasem widokowym. Co prawda widoki lepsze są z Wielkich Tarasów przy schronisku lub z Tarasów Południowych, ale za to z Fotelu Pradziada można objąć wzrokiem cały płaski wierzchołek, ponad który wystają pojedyncze formy skalne.

Pierwszym zdobywcą Fotelu Pradziada (wtedy raczej: Grossvaterstuhl) był ponoć w 1576 pewien jezuita, o czym ma świadczyć ledwo widoczna dziś inskrypcja IHS i wspomniana data tuż za barierką tarasu widokowego.

Sam Szczeliniec Wielki to oczywiście absolutny hit turystyczny Gór Stołowych – miejsce odwiedzane przez tłumy od niepamiętnych czasów. Wśród tych, którzy na własne oczy mogli podziwiać piękno piaskowcowych skał byli m.in. królowie pruscy Fryderyk Wilhelm II Pruski i Fryderyk Wilhelm III Pruski, niemiecki pisarz Johann Wolfgang Goethe czy późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych John Quincy Adams. Na pewno za to nie było na szczycie Fryderyka Chopina, który lecząc się w pobliskich Dusznikach pisał, że jeszcze nie był „tam, gdzie wszyscy jadą, bo mu zakazano” z powodu „niezdrowego powietrza na samym wierzchołku”, choć jest to „miejsce, z którego widoki zachwycające”. Wizyty Adamsa i Goethego upamiętniają tablice przy Wielkich Tarasach.

W tym miejscu warto rozprawić się z pewnym mitem: swą nazwę Góry Stołowe dostały podczas uczty zorganizowanej na Szczelińcu w 1791 roku na cześć pruskiego ministra Carla von Hoym. Zwrócono wówczas uwagę na podobieństwo oglądanych stąd grzbietów górskich do blatu suto zastawionych stołów i zaczęto ten region nazywać Tafelgebirge. Polska nazwa jest więc kalką z języka niemieckiego, a nie odnosi się tylko do specyficznego kształtu tych gór.

Czesi najwyższy szczyt nazywają Velká Hejšoviná, co ma znacznie starszą genezę, wywodzącą się wg językoznawców od słowiańskiej chyszy, czyli chałupy krytej strzechą, do której Szczeliniec jest z daleka podobny. Inna wersja mówi, że niemiecka nazwa Heuscheune wzięła się z połączenia słów Heu (siano) i Scheuer (stodoła) i również dotyczy podobieństwa sylwetki Szczelińca do stodoły z sianem.

I jeszcze jedna informacja – Ze Szczelińcem nierozerwalnie związana jest osoba Franza Pabla, sołtysa Karłowa, który jest uznawany za pierwszego oficjalnego przewodnika turystycznego w Europie, mianowanego osobiście przez samego króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III (to ten, którego pomnik stał na wrocławskim rynku do 1945 w miejscu gdzie dziś siedzi Hrabia Fredro). Pabel był twórcą szlaku turystycznego, nazwanego dziś od jego nazwiska, prowadzącego z Karłowa na szczyt Szczelińca.

Kalenica

Trzeci najwyższy szczyt w Górach Sowich.

Wyjaśnienie: Kalenica w oczywisty sposób kojarzy się z domem – jest to szczytowa krawędź dachu. Nazwa pochodzi oczywiście od „skalania” czyli łączenia słomy uszczelnianej gliną w górnej części strzechy.

Z kolei Kalenica w Górach Sowich to przede wszystkim znakomity punkt widokowy! Na kopulastym wierzchołku od prawie 90 lat wznosi się stalowa wieża widokowa, która co prawda urodą nie grzeszy, ale za to jakie gwarantuje doznania! Po pierwsze widokowe – z góry dobrze widać Dzierżoniów, Pieszyce i Bielawę, ale także Ślężę, Góry Stołowe czy – patrząc na zachód – oddalone o 50 km Karkonosze. Doznania drugiego typu to dreszczyk emocji czy czasem nie będziemy ostatnimi turystami, którym dane było wdrapać się na szczyt wiekowej wieży. Gmina zbiera pieniądze na remont, który z pewnością jest bardzo potrzebny.

Wieża w momencie powstania nosiła imię feldmarszałka Hindenburga, tego który powołał Adolfa Hitlera na urząd kanclerza Rzeszy. Zresztą sama góra nazwę również wzięła od wieży: przed wojną nazywana była Turmberg (niem. Turm = wieża), a jeszcze wcześniej – gdy nie stała na niej wieża, tylko zapewne krowy – Kuhberg, czyli Krowia Góra. Może nim pojawiła się wieża na górze pojawiały się krowy?

W masywie Kalenicy występuje gnejsowych grup skalnych, z których najciekawsze są Dzikie Skałki i Słoneczne Skałki przy szlaku w stronę przełęczy Jugowskiej. Przyrodników zainteresuje z pewnością wytyczony poniżej północnej części szczytu rezerwat przyrody „Bukowa Kalenica”, Jego obecność dowodzi, że w tym miejscu drzewostan jest szczególnie cenny. Największe wrażenie porastający stoki Kalenicy las robi jesienią gdy srebrna kora buków kontrastuje z brązem i czerwienią liści.

Dziś, z uwagi na wyjątkowe walory widokowe, Kalenica jest jedną z największych atrakcji turystycznych Gór Sowich. Co ważne: darmową! Dojście na szczyt z parkingu na Przełęczy Jugowskiej zajmuje niewiele ponad godzinę, a z Leśnego Dworku około dwa razy tyle.

Widok z Kalenicy na Ślężę (w oddali) i Bielawę (po prawej, między barierkami)

Kredens

Formacja skalna w dolinie Janówki. Rudawy Janowickie.

Rudawy Janowickie są dla wspinaczy tym, czym Mekka dla Muzułmanów. Niezliczona liczba granitowych skałek rozrzuconych na stosunkowo niewielkim obszarze powoduje, że każdy adept tego sportu swoje pierwsze kroki na naturalnych ścianach stawia właśnie tutaj. Nie inaczej zrobiła onegdaj Wanda Rutkiewicz oraz wielu innych znanych polskich himalaistów. Rudawy Janowickie są chyba najlepszym miejscem do nauki i treningu wspinania w całej Polsce!
Oczywiście jak to ze skałkami bywa, wszystkie mają fantazyjne formy i jeszcze bardziej fantazyjne nazwy.

Kredens to sporej wielkości formacja skalna wystająca z ziemi około 30 metrów nad lewym brzegiem Janówki. Składa się z kilku solidnych, dobrze zaokrąglonych granitowych bloków, z których kilka jest wyraźnie pochylonych i opiera się na pozostałych. Sylwetka faktycznie przypomina stary babciny kredens o masywnej podstawie i sprawiającej wrażenie delikatnej, ale też pioruńsko ciężkiej nadstawki. Przyzna mi rację każdy, kto choć raz próbował przesunąć to cielsko w swojej kuchni.

Kredens i pobliskie Bloki znajdują się poza szlakiem, lecz dojście do nich jest stosunkowo łatwe. Trzeba, podchodząc pod górę od strony Skalnego Mostu, skręcić w lewo w las w miejscu gdzie asfaltowa droga ostro skręca w prawo. Następnie dość stromą ścieżką iść przed siebie, aby po około 500 metrach, za śródleśną polaną skręcić w lewo. Kolejne 100 metrów ścieżki zaprowadzi nas wprost do Kredensu.

Atrakcją Rudaw Janowickich są jaskinie pseudokrasowe powstałe w skalnych rumowiskach i granitowych szczelinach. Ta w Kredensie ma około 17 metrów długości i nosi nazwę Schronisko Biwakowe.
Dolina Janówki w ogóle jest bardzo bogata w fantazyjne formy skalne i warte zobaczenia, ciekawe pod względem geologicznym miejsca. By wymienić tylko Skalny Most – wyjątkową okazję do podziwiania naturalnego mostu skalnego powstałego w skałach granitowych, a nie wapieniach (jak na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej) czy w piaskowcach (jak w Pravčickiej Bramie w Czeskiej Szwajcarii). Na uwagę zasługują także położone nieopodal Ruiny Zamku Bolczów – moim zdaniem najpiękniejsze w Sudetach czy Starościńskie Skały z pięknym punktem widokowym. Wszystkie powyższe punkty można zaliczyć podczas jednodniowego wypadu.

Kredens. Zdjęcie znalezione na blogu Dzikie Sudety

Kuchnia

Rozpadlina na Szczelińcu Wielkim. Góry Stołowe.

Kolejnym kierunkiem o swojsko brzmiącej nazwie jest Kuchnia, a właściwie Diabelska Kuchnia, bo tak brzmi jej pełna nazwa. Jest to głęboka rozpadlina skalna w labiryncie na wierzchołku Szczelińca, jeden z przystanków Ścieżki Skalnej Rzeźby wytyczonej przez Park Narodowy Gór Stołowych pomiędzy Karłowem a Wodospadami Pośny.
Ścieżka pozwala turystom podziwiać najciekawsze geologiczne miejsca Gór Stołowych – formy skalne Szczelińca, bęedące efektem procesów wietrzeniowych w piaskowcach, strumienie blokowe – potoki powolnie przemieszczających się bloków skalnych, oderwanych od głównego masywu oraz przełom rzeki Pośny przez Próg Radkowa (tzw. Wrota Pośny). Ma około 10 kilometrów i naprawdę robi wrażenie! Jedyny jej minus jest taki, że nie poprowadzono jej w formie pętli, przez co z ostatniego przystanku trzeba jeszcze jakoś wrócić 5 kilometrów do Karłowa, gdzie zostawiliśmy samochód. W dodatku pod górkę.

Wracając do Diabelskiej Kuchni – ta głęboka na ok 15 i długa na 40 metrów szczelina jest świadectwem początkowego etapu procesu rozpadu płyty piaskowcowej. Oznacza to, że za ileś lat (spokojnie, tu czas liczymy w tysiącach i dziesiątkach tysięcy) północna ściana szczeliny przewróci się i osunie w dół na drogę, którą dojeżdżamy do Pasterki. Wtedy Diabelska Kuchnia przestanie być „ślepą kuchnią” i zyska ogromne okno w kierunku północnym ;-]
Dowodem na to, że masyw Szczelińca cały czas pracuje jest odchylenie od pionu północnej ściany szczeliny. Lepiej jest ono widoczne w kolejnej rozpadlinie, najsłynniejszej na Szczelińcu, zwanej Piekiełkiem. Ta z kolei ma prawie 100 metrów długości a jej zewnętrzna ściana jest odchylona od pionu aż o 20 stopni! W Piekiełku doskonale widać, że ściany po obu stronach szczeliny do siebie pasują i musiały w przeszłości tworzyć jedną całość. Innym dowodem na ruchy skał są nawet 20-metrowe bloki skalne leżące poniżej ścian skalnych widoczne doskonale zarówno podczas podejścia od strony Pasterki jak i od Karłowa.

Łazienki

Zespół pałacowo-ogrodowy założony przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Warszawa.

To akurat propozycja dłuższej wycieczki. Do „tych” Łazienek mamy bowiem ze Śląska minimum 400 kilometrów.

Łazienki warto zwiedzić z kilku powodów. Po pierwsze, jest to największa enklawa zieleni w centrum Warszawy. 76 ha w centrum miasta musi robić wrażenie (choć np. taki Central Park w Nowym Jorku jest większy od niego ponad czterokrotnie. No ale w Stanach wszystko jest większe…). Po drugie Łazienki to najbardziej reprezentacyjny park stolicy, w którym najwięksi twórcy od XVIII do początku XX wieku zostawili po sobie swoje dzieła. Część z nich szczęśliwie przetrwała II Wojnę Światową. Prócz rzeźb na uwagę zasługują klasycystyczne budynki Ermitażu, Starej Pomarańczarni czy Belwederu. Mamy też w Łazienkach Królewskich Biały Domek, w którym przez kilka lat od 1801 roku mieszkał król Francji na wygnaniu – Ludwik XVIII. Mamy wreszcie słynny pomnik Chopina siedzącego pod wierzbą płaczącą, najbardziej znany na świecie polski monument.

Nazwa Łazienki pochodzi od barokowego pawilonu Łaźni, wzniesionego pod koniec XVII wieku, który po kilku rozbudowach znany jest dziś jako Pałac na Wyspie. Pałac miał być wysadzony po upadku Powstania Warszawskiego, wywiercono nawet otwory na dynamit, jednak do eksplozji nie doszło i zabytek szczęśliwie ocalał.

Łazienki to jednak przede wszystkim tereny zielone. Na rozległym terenie rośnie wiele pomnikowych okazów drzew, a wiosną zakwita tu około 100 tysięcy kwiatów! W obrębie parku wytyczono cztery ogrody: Królewski XVIII-wieczny, Romantyczny XIX-wieczny, Modernistyczny XX-wieczny oraz Chiński. Łazienki urzekają o każdej porze roku. Zachęcam do skorzystania z bogatej oferty kulturalnej Muzeum, pod którego opieką znajduje się cały teren.

Piec

Grupa Skalna w Dolinie Janówki. Rudawy Janowickie

Piec to konkretnych rozmiarów granitowa skała, która nazywana była – na cześć pruskiego króla – Friedrich Wilhelm Stein. Dzisiejsza nazwa nawiązuje do jego sylwetki, która od strony potoku ma wyraźne przewieszenie wyglądające jak kuchenny okap. W okresie wojny trzydziestoletniej okap służył za schronienie dla okolicznych mieszkańców.

Do 1945 roku Piec był Pomnikiem Przyrody, dziś jest czynnie wykorzystywany przez wspinaczy. Ze względów ochrony przyrody z działalności wspinaczkowej wyłączona jest środkowa część skały a na pozostałej części wspinaczka dozwolona jest tylko w okresie od 1 sierpnia do 31 grudnia. Z uwagi na okresu lęgowe ptaków.

Na szczycie skały znajduje się zabezpieczony barierką punkt widokowy. Wysokości skały nie widać z drogi. W tym miejscu widzimy tylko niewielkie wzniesienie. Aby zobaczyć Piec w całej okazałości należy zejść stromo w dół ścieżką, która zaczyna się na lewo od punktu widokowego (wersja hardcore) albo zejść jakieś 400 metrów do Janówki, skręcić w lewo i wzdłuż potoku podejść do sporego zgrupowania skałek na prawym brzegu. W tym miejscu możemy przejść przejść przez wodę i łagodną ścieżką podejść pod sam Piec, mijając wcześniej skały o smakowitych nazwach: Poziomkową i Malinową.

Piec jest ciekawy również dlatego, że odsłania się w nim kontakt dwóch granitów, co jest bardzo dobrze widoczne także dla osoby, która o geologii ma raczej mgliste pojęcie. Dolna część skały jest zbudowana jest z granitu drobnoziarnistego i widoczne są na niej liczne spękania, natomiast górna, ta wysunięta poza podstawę z granitu średnioziarnistego i właściwie prawie nie spękana. Co istotne, okazuje się, że granit drobnoziarnisty, czyli ten na dole, jest młodszy! Oczywiście granit nie należy do skał osadowych, które, jak sama nazwa wskazuje, powstają tak, że kolejne, a więc młodsze, warstwy osadzają się na starszych, jednak musicie przyznać, że pewien niepokój musi budzić świadomość, że w młodsze fragmenty skały są bardziej pomarszczone i popękane! Tak być z pewnością nie powinno!

Jest jeszcze jeden powód, dla którego musicie odwiedzić skałę Piec: jest to jedyna atrakcja turystyczna w Polsce, której nazwa jest jednocześnie bezokolicznikiem! A dokładniej bezokolicznikiem niedokonanym. Rozumiecie? Czas teraźniejszy: ja piekę/ty pieczesz. Czas przeszły: piekłem/piekłeś. Tryb przypuszczający – piekłbym/piekłbyś. Bezokolicznik – piec!

No dobra, jest jeszcze drugie miejsce z odczasownikową nazwą. W sumie powstało w oparciu o ten sam czasownik. Ale tu w odmianie został użyty w czasie przeszły i trzeciej osobie. Wiecie?
Podpowiem, że chodzi o rodzaj nijaki.
Teraz na pewno zgadliście: to Piekło (zwane czasem Piekiełkiem) na wspomnianym już powyżej Szczelińcu. Dziękuję za wspólną zabawę ;-]

Pokój

Wieś w Polsce. Powiat Namysłowski. Województwo Opolskie.

Swojska nazwa miejscowości oczywiście wywodzi się od nazwy pokój oznaczającej izbę mieszkalną lub czas bez wojny. Co ciekawe niemiecka nazwa ma podobny źródłosłów. Osada została założona w roku 1748 przez księcia Karola Wirtenberskiego, który tą okolice wybrał na założenie swojej letniej rezydencji, i nazwał ją Carlsruhe czyli „oaza spokoju Karola”. Ruhe po niemiecku to właśnie spokój, cisza, wypoczynek.

Carlsruhe zostało zaprojektowane na wzór innego Karlsruhe, położonego przy granicy z Francją, na północ od Schwarzwaldu, miasta które powstało jako kaprys Karola Wilhelma von Baden-Durlach, margrabiego Badenii. Miasto powstało na układzie gwiaździstym, w centrum wielkiego koła ulokowano pałac, z którego promieniście rozchodziło się 32 alei! Północna wieża zamku leży w miejscu przecięcia wszystkich alei i jest dziś znakomitym punktem widokowym, bo koncentryczny układ ulic w centrum miasta zachował się do dzisiaj.

Ale wróćmy do polskiego Carlsruhe. Tu również mamy klasyczne założenie na planie gwiazdy i promieniście odchodzące od centralnego punktu 8 ulic, jednak my w centrum mamy, co? Rondo! Rondo Jana Pawła II. Idealnie okrągłe o średnicy około 60 metrów, a więc ogromne jak na miejscowość zamieszkiwaną przez raptem 1400 osób. Co prawda oznaczone w Mapach Google jako Zabytkowe rondo w Pokoju, ale jednak tylko rondo. Po rezydencji Karola Wirtenberskiego, która stała w tym miejscu nie ma niestety śladu.

Ci, których takie nietypowe skrzyżowanie 8 ulic szczególnie interesuje zapraszam do odwiedzenia, leżącej koło Łodzi, Nowosolnej.

To skrzyżowanie nie zostało przerobione na rondo, dzięki czemu zyskało naprawdę złą sławę miejsca, w którym regularnie dochodzi do poważnych wypadków drogowych. Wyobraźcie sobie, że kierujecie samochodem i musicie przejechać przez to skrzyżowanie!

Mieszkańcy o lat zabiegają o zmianę organizacji ruchu w tym miejscu, ale włodarze gminy przez lata stali na stanowisku, że to skrzyżowanie to unikat na skalę europejską i powinno się chronić jego zabytkowy charakter. Podobne skrzyżowania można dziś zobaczyć jeszcze tylko we Francji. Jesienią 2019 roku chyba coś jednak się zmieniło, bo pojawiły się sygnały, że w Nowosolnej powstanie wreszcie rondo z prawdziwego zdarzenia.

Do Pokoju warto zajrzeć jednak nie tylko z powodu „zabytkowego” ronda. Warto odwiedzić choćby barokowy ewangelicki Kościół Zofii czy neobarokowy Kościół Św. Krzyża z początku XX wieku.

Myślę, jednak że magnesem ściągającym do Pokoju największą rzeszę turystów jest chęć ustrzelenia fotki przy zielonej tablicy z nazwa miejscowości i wrzucenie jej na Fejsa z podpisem „Pozdrowienia z Pokoju”.

Jeśli jesteśmy przy Pokoju, nie możemy nie wspomnieć o świdnickim Kościele Pokoju – największej drewnianej barokowej świątyni w Europie, zabytku z listy Światowego Dziedzictwa UNESCO i jej młodszym bracie, który można podziwiać w Jaworze. Zakładam jednak, że te zabytki są znane większości z Was. Oczywiście gorąco zachęcam do odwiedzenia obu.

Regał i Biblioteka

Grupy skalne na zachód od Starościńskich Skał. Rudawy Janowickie

Obie Skałki znajdują się w bezpośredniej bliskości Lwiej Góry, jednej z kulminacji Janowickiego Grzbietu. Nie prowadzi do nich żadna ścieżka, ale wspinacze z łatwością potrafią do nich dotrzeć. Piesi turyści mogą zobaczyć je w lesie powyżej drogi prowadzącej z Rozdroża pod Jańską Górą jeśli idąc w kierunku Starościńskich Skał popatrzą w lewo.

Nazwy skały wzięły oczywiście od swojego wyglądu, który ze względu na liczne pionowe spękania, przypomina ułożone w rzędzie książki. Na obu skałach wytyczone zostały drogi wspinaczkowe. Wiele z nich ma oryginalne nazwy, jak np.: Lista dłużników, Karta stałego czytelnika, Romantyczna czy Niedziela Menela. Ale nazwy dróg wspinaczkowych to jednak temat na osobny wpis ;-] Drogi mają oczywiście różne stopnie trudności.

Nazwę Regał nosi także skałka po prawej stronie Drogi Krajowej nr 3 przy wjeździe do Szklarskiej Poręby od strony Piechowic, jakieś 600 metrów za parkingiem przy Wodospadzie Szklarki. Z drogi jest niestety słabo widoczna, a chodzenie poboczem ruchliwej i krętej „krajówki” jest dość niebezpieczne.

Przedstawiłem powyżej kilka propozycji destynacji, których nazwy związane są z domem. To od Was zależy z ilu ich skorzystacie.
Oczywiście tematu nie wyczerpałem, bo można by jeszcze odwiedzić Piwniczną w Małopolsce, lubuskie Strychy koło Gorzynia czy Dywan na Kaszubach, urokliwie położony nad jeziorem Dywańskim. Można też wspiąć się na Stołek w Górach Orlickich. Można pojechać do Dachau, które co prawda wszystkim kojarzy się z obozem koncentracyjnym, a dysponuje szeregiem zabytków jak choćby renesansowy pałac z XVI wieku i zabytkowa starówka. Można wreszcie wybrać się jeszcze dalej – aż do Sofii, ale jej nazwa, pamiętajmy, choć podobna, nie pochodzi od wygodnego mebla z salonu. No właśnie, zostają jeszcze te… jak im tam? Te… Saloniki.

Możliwości jest wiele. Życzę wszystkim aby udało się je zrealizować jak najszybciej. Zaraz po wyjściu z domu!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close
Go top