Exit

Google Doodle przypomniał dziś postać Ignacego Semmelweisa – ojca antyseptyki. Po kliknięciu w obrazek uruchamia się filmik prezentujący lekarza trzymającego stoper i mierzącego czas potrzebny do dokładnego wymycia rąk. Obok prezentowana jest właściwa technika mycia rąk.

Ten pochodzący z Budapesztu lekarz położył podwaliny nową gałąź medycyny – odkrył bowiem, że umycie przed operacją rąk przez lekarza skutecznie zmniejsza ryzyko zakażenia i śmierci pacjenta. Było to bardzo nowatorskie odkrycie! W tamtych czasach nie znano bowiem pojęcia wirusów i bakterii, a za najskuteczniejsze metody leczenia uważano aplikowanie pacjentom środków na przeczyszczenie lub upuszczanie krwi. Nikt nie przejmował się sterylnymi warunkami pracy lekarza.

Dziś trudno nam uwierzyć, że zalecane przez Semmelweisa metody odkażania rąk spotkały się z oporem środowiska lekarskiego co wywołało w nim poważne załamanie nerwowe. Opublikowane przez niego zarządzenie, które stało się przyczynkiem do niewybrednych żartów kolegów po fachu, brzmiało:

„Od dziś, 15 maja 1847 roku, każdy lekarz i student wychodzący z prosektorium przed wejściem na sale położnicze kliniki zobowiązany jest porządnie umyć ręce w stojącej przy wejściu miednicy z chlorowaną wodą.”

Dziś, podczas epidemii koronawirusa na świecie zalecenia Ignacego Semmelweisa są niezwykle istotne. Warto jednak przy tej okazji wspomnieć także o innym prekursorze działań antyseptycznych i aseptycznych w medycynie, blisko związanym z Dolnym Śląskiem, chirurgu Janie Mikuliczu-Radeckim, który (Uwaga!) WYMYŚLIŁ maseczkę ochronną na twarz, używaną dziś powszechnie w szpitalach, lecz także w wielu innych, nie związanych z medycyną zawodach.

Maska Mikulicza

Profesor przeprowadził się do Wrocławia w 1890 roku gdzie objął katedrę w klinice chirurgicznej przy Tiergartenstraße (dziś Marii Skłodowskiej-Curie). Wcześniej był profesorem Katedry chirurgii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz Królewcu.

Profesor Jan Mikulicz-Radecki jako pierwszy zaczął używać bawełnianych masek osłaniających twarz podczas operacji. Tych, które dzisiaj, w czasie światowej pandemii, są towarem szczególnie deficytowym. Kiedyś nazywana „maską Mikulicza”, dziś w Internecie wyszukiwana jest zwykle jako „maska na koronawirusa”, a liczba wyświetleń tej frazy w Google bije rekordy popularności. Należy dodać, że od roku 1885 roku wszystkie operacje w Klinice Jana Mikulicza-Radeckiego wykonywane były rękawiczkach operacyjnych z jedwabiu!

Wkładem wrocławskiego profesora w rozwój medycyny jest także skonstruowanie pierwszego gastroskopu oraz zaprojektowanie wielu stosowanych obecnie narzędzi chirurgicznych, jak np. kleszczyki do tamowania krwawienia, czy kleszcze harpunowe. Do dzisiaj stosowana jest także „maść Mikulicza” używana w przypadku przewlekłych i trudno gojących się ran i owrzodzeń.

Prowadzona przez Mikulicza wrocławska klinika miała swego czasu (wiosną 1897 roku) najnowszą i najnowocześniejszą salę operacyjną w Europie. Była wyłożona kafelkami, co było w tamtych czasach ewenementem. Warto dodać, że w tej sali również dziś wykonywane są operacje.

Profesor w Sudetach

Jan Mikulicz-Radecki na stałe mieszkał we Wrocławiu, przy ówczesnej Auenstrasse 8 (dziś Bujwida). W 1895 roku zakupił w Polsnitz (dziś Pełcznica, dzielnica Świebodzic) willę, w której pomieszkał w czasie wypraw myśliwskich, organizowanych przez właścicieli Zamku Książ. Centralnym punktem pałacyku był salon ze słynnym fortepianem Blüthnera, przy którym doktor Mikulicz często przesiadywał. Niewiele osób wie, że w młodości, aby zarobić na studia medyczne, dawał lekcje gry na fortepianie. Jego ojciec chciał bowiem aby studiował prawo i w sytuacji innego wyboru syna przestał finansować jego naukę.

Willa Mikulicza w Świebodzicach

Po Freiburgu (dziś Świebodzice) i okolicach poruszał się prywatnym powozem, zaprzęgniętym w parę koni.

Profesor zmarł we Wrocławiu w 1905 roku, jednak pochowany został na cmentarzu komunalnym w Świebodzicach. Jego grób przetrwał wojenną i powojenną zawieruchę. Istnieje do dziś i często można na nim spotkać palące się znicze. Znaleźć go można w południowo-wschodniej części cmentarza, po wewnętrznej stronie muru, od strony ul. Browarowej. Tuż obok, za cmentarzem wznosi się gmach szpitala nazwanego nazwiskiem Jana Mikulicza. A przed samym wejściem możemy zobaczyć niewielki pomnik z wizerunkiem profesora. Pomnik ten stał stał kiedyś na pl. Jana Pawła II (to ten z pomnikiem Papieża), gdy ten nazywał się jeszcze Placem Legionów.

Grobowiec rodziny Mikulicz-Radeckich w Świebodzicach

Odwiedzający grób Jana Mikulicza mogą 100 m wgłębi cmentarza znaleźć grobowiec innego znanego świebodziczanina – Gustava Beckera, który w roku 1847 otworzył w Świebodzicach swój pierwszy sklep z zegarami i przez kolejne 40 lat budował znaną na całym świecie markę zegarów. Obecnie, sygnowane inicjałami GB zegary osiągają na aukcjach cenę kilku tysięcy złotych.

Pałacyk, w którym mieszkał Jan Mikulicz-Radecki przetrwał do dziś. Aby do niego trafić trzeba z centrum Świebodzic przejść około 2 km w górę rzeki w kierunku szlaków prowadzących do Zamku Książ. Dom Mikulicza znajduje się na prawym brzegu Pełcznicy, przy moście. jego adres to ul. Sikorskiego 43. Niestety nie jest udostępniany do zwiedzania.

Upamiętnienie

Profesor Jan Mikulicz-Radecki cieszył się dużym uznaniem wśród pacjentów. Jego wrocławską klinikę odwiedzali najlepsi chirurdzy z całego świata, a na otwarciu wspomnianej powyżej sali operacyjnej obecnych było kilka koronowanych głów. 15 letni pobyt we Wrocławiu to najlepsze lata w jego karierze, gdy jako uznany profesor opisuje własne metody operacyjne oraz fachowo organizuje pracę kierowanej przez siebie Kliniki, która poza salą operacyjną miała także doskonale wyposażoną bibliotekę i uchodziła wtedy za jedną z lepszych w Europie.

Bez wątpienia wkład wrocławskiego profesora w rozwój medycyny jest nie do przecenienia. Był pierwszym, który na sali operacyjnej bardzo ściśle przestrzegał zasad aseptyki, dokładnego mycia rąk czy przebierania się do każdego zabiegu, a więc czegoś co w krajach rozwiniętych jest dziś oczywistym standardem.

Tymczasem wprowadzone przez niego maseczki rozpowszechniły się poza sale operacyjne i stały się codziennym elementem pracy w wielu zawodach, ale też skutecznym środkiem zmniejszającym szerzenie się infekcji podczas sezonów przeziębień i grypy.

W obecnej sytuacji, związanej z pandemią koronawirusa, temat maseczek ochronnych jest szczególnie popularny. Mediach społecznościowe każdego dnia zalewają zdjęcia zwykłych ludzi, mieszkańców terenów dotkniętych epidemią, którzy w przestrzeni publicznej zakrywają twarz maseczkami.

Tym bardziej pamiętajmy zatem, że za ich powstanie odpowiedzialny jest Polak. I choć jego polska narodowość była również za jego życia wielokrotnie podważana (bardzo słabo mówił po polsku), a dziś w prasie zachodniej często uważany jest za Niemca lub Austriaka, on sam publicznie deklarował, że jest Polakiem.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close
Go top